Zagadnienia prawne dotyczące funkcjonowania transpłciowych uczniów i uczennic w szkołach pojawiają się regularnie. Już kilka lat temu pisałem o tym tutaj. W ramach Stowarzyszenia Tęczówka opublikowaliśmy też poradnik dla nauczycieli i nauczycielek, w którym ta tematyka została szczegółowo omówiona. Poradnik jest za darmo dostępny w tym miejscu. Doniosły w praktyce problem dotyczy sytuacji, w której osoba transpłciowa jest już wyoutowana (ujawniona) i funkcjonuje w ramach odczuwanej tożsamości płciowej, ale nie przeszła jeszcze przez sądowe uzgodnienie płci. Postępowanie sądowe odbywa się obecnie w trybie sprostowania aktu urodzenia i często jest długotrwałe, więcej można przeczytać w tym tekście. W przypadku takich osób istnieje więc, zwykle przejściowa, rozbieżność pomiędzy treścią dokumentów a używanym imieniem i zaimkami. Moim zdaniem szkoła ma w takim przypadku obowiązek respektowania tożsamości płciowej uczniów. Powinna zatem używać preferowanego imienia oraz zaimków. Nawet jeśli dane te nie zostały jeszcze zmienione urzędowo. Niektóre szkoły uważają jednak inaczej. Tak też było w precedensowej sprawie o naruszenie dóbr osobistych, w której po wielu bojach Sąd Apelacyjny w Rzeszowie prawomocnie przyznał nam rację. Szkoła musiała swoją byłą już, transpłciową uczennicę, publicznie przeprosić.
O co chodziło w sprawie?
Pani Wiktoria, metrykalnie jeszcze jako chłopak, uczyła się w publicznej szkole średniej. Była dobrą, zaangażowaną w życie szkoły uczennicą. Po rozpoczęciu tranzycji medycznej Pani Wiktoria poinformowała o swojej sytuacji szkolną psycholożkę oraz wicedyrektorkę. Poprosiła o to, by nauczyciele zwracali się do niej preferowanym imieniem Wiktoria i żeńskimi zaimkami. Dyrekcja szkoły uznała jednak, że dopóki nie ma prawomocnego orzeczenia sądu w sprawie uzgodnienia płci, nauczyciele nie mogą używać żeńskiego imienia i zaimków.
Pani Wiktoria rozmawiała z dyrekcją szkoły, przedstawiała argumenty medyczne i prawne, skierowała też dwa oficjalne pisma przedsądowe. Akcentowała obowiązek respektowania tożsamości płciowej uczniów. Stanowisko dyrekcji było jednak niezmienne. Pani Wiktoria poprosiła więc o używanie jej żeńskiego imienia bezpośrednio nauczycieli, ale tylko nieliczni tę prośbę uszanowali. Większość zwracała się do niej albo męskim imieniem metrykalnym, bezosobowo, albo wcale. W efekcie Panią Wiktorię wykluczono ze społeczności szkolnej a sytuacja odbiła się bardzo negatywnie na jej samopoczuciu i zdrowiu psychicznym. Cierpiała z powodu objawów depresyjnych i lękowych. Zaczęła opuszczać lekcje, wycieczki szkolne a w końcu zmieniła szkołę i musiała powtarzać rok.
Czego dotyczył pozew?
Razem z Panią Wiktorią doszliśmy do wniosku, że takie zachowanie szkoły wobec uczniów jest nieprawidłowe i zwyczajnie szkodliwe. Nie było jednak dotychczas żadnych orzeczeń sądowych, które by jednoznacznie przesądzały obowiązek respektowania tożsamości płciowej uczniów. W ramach programu pomocy prawnej Stowarzyszenia Tęczówka skierowaliśmy więc przeciwko szkole pozew cywilny o ochronę dóbr osobistych. Domagaliśmy się opublikowania przeprosin w mediach społecznościowych prowadzonych przez szkołę.
Pozew opierał się na zarzucie naruszenia takich dóbr osobistych jak godność, zdrowie i prawo do prywatności. Było bowiem jasne, że uporczywe misgenderowanie Pani Wiktorii było dla niej poniżające, uprzedmiotawiające i doprowadziło m.in. do rozstroju zdrowia psychicznego. Tymczasem nikt nie może naruszać dóbr osobistych innych osób, a już zwłaszcza nie mogą tego robić nauczyciele wobec uczniów. Zgodnie bowiem z art. 5 ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowego, nauczyciel w swoich działaniach dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych ma obowiązek kierowania się dobrem uczniów, troską o ich zdrowie, postawę moralną i obywatelską, z poszanowaniem godności osobistej ucznia. Jednocześnie żaden przepis prawa nie zakazuje zwracania się do ucznia imieniem innym niż metrykalne. Szkoła tego poglądu od początku broniła jak niepodległości, ale nie przedstawiała na jego poparcie żadnych merytorycznych argumentów.
Przebieg postępowania w pierwszej instancji
W pierwszej instancji postępowanie toczyło się przed Sądem Okręgowym. W ramach postępowania dowodowego Sąd przesłuchał cały szereg świadków, w tym dyrektora szkoły i część nauczycieli. Interesującym wątkiem pobocznym był przebieg spotkania Pani Wiktorii z dyrekcją szkoły. Z tego spotkania szkoła sporządziła notatkę urzędową, która nie przedstawiała jednak rzeczywistego przebiegu spotkania. Uczennicę przedstawiono jako osobę roszczeniową, agresywną, niegrzeczną, co nie było prawdą. Pani Wiktoria część tego spotkania nagrała i to nagranie, obiektywnie przedstawiające przebieg rozmowy, złożyliśmy do akt sprawy. Sąd Okręgowy dowodu z nagrania jednak nie uwzględnił, argumentując, że zostało wykonane bez zgody i jako takie jest niedopuszczalne. Ten wątek wróci w postępowaniu apelacyjnym. Finalnie jednak ustalenia faktycznie nie miały zasadniczego znaczenia, bo większość faktów była bezsporna. Istota sporu dotyczyła prawa. Tego czy szkoła ma obowiązek respektowania tożsamości płciowej uczniów czy też musi trzymać się danych metrykalnych.
Stanowisko sądu pierwszej instancji
W pierwszej instancji Sąd Okręgowy nasze powództwo oddalił i to z przyczyn dla mnie zaskakujących. Sąd nie pochylił się bowiem szczegółowo nad przedstawionym mu zagadnieniem prawnym. Jedynie lakonicznie wskazał, że rozstrzygające są dane z dowodu osobistego. Uzasadnienie pozwu zawierało liczne argumenty, które moim zdaniem zasługiwały przynajmniej na rozważenie i wyjaśnienie dlaczego Sąd ich nie podziela. Najwidoczniej jednak w uzasadnieniu liczącym sobie 43 strony zabrakło już na to miejsca.
Sąd Okręgowy nie odpowiedział zatem jasno na pytanie, czy szkoła ma obowiązek respektowania tożsamości płciowej uczniów czy też musi trzymać się danych metrykalnych. Zamiast tego skupił się na osobliwych rozważaniach, które tu przez litość przemilczę, oraz rzekomo nieprawidłowych zachowaniach powódki wobec szkoły. Sąd Okręgowy przyjął bowiem, że skoro Pani Wiktoria nagrała rozmowę z dyrekcją i jeszcze opublikowała w mediach społecznościowych swoją niepochlebną opinię na temat zachowania szkoły, to naruszała zasady współżycia społecznego zaś sam pozew stanowi nadużycie prawa i z tej przyczyny nie zasługuje na uwzględnienie. W moim odczuciu był to taki procesowy unik przed rozważeniem istoty problemu, który jednak nie utrzymał się w apelacji.

Postępowanie apelacyjne
Od omówionego wyżej niekorzystnego wyroku złożyliśmy apelację. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie, orzekający w składzie trojga sędziów zawodowych, uwzględnił nasze odwołanie. Prawomocnym wyrokiem z dnia 18 grudnia 2025 roku, sygn. akt I ACa 1375/24, Sąd ten zobowiązał szkołę do opublikowania przeprosin w mediach społecznościowych oraz zwrotu na rzecz powódki kosztów procesu za obie instancje. Warto nadmienić, że Sąd Apelacyjny nakłaniał strony do zawarcia ugody, jednak szkoła nie widziała możliwości opublikowania żadnej formy przeprosin. Jak widać pycha kroczy przed upadkiem. Poniżej kilka istotnych cytatów z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego.
Stanowisko Sądu Apelacyjnego – prawo do nagrywania rozmów
Sąd odwoławczy podzielił nasze argumenty dotyczące nagrania rozmowy Pani Wiktorii z dyrekcją szkoły i dopuścił dowód z tego nagrania. Chodziło w szczególności o to, że powódka nie miała możliwości udowodnienia przebiegu rozmowy w inny sposób. Nie była w pozycji, by zażądać nagrywania lub protokołowania spotkania . Jednocześnie samo nagranie nie było zmanipulowane.
Dowód ma charakter legalny w tym znaczeniu, iż co prawda powódka nie poinformowała rozmówców o dokonywanym nagraniu, jednak w dyskusji uczestniczyła i miała prawo rejestrować swoje wypowiedzi, jak również wypowiedzi strony przeciwnej, gdyż w przeciwnym wypadku byłaby skazana na narrację dyrekcji placówki szkolnej, która to narracja nie oddaje wiernie przebiegu dyskusji. […] Widoczna była nierównowaga sił podczas tego spotkania, gdyż po jednej stronie była dyrekcja placówki tj. dyrektor i wicedyrektor, osoby ze stażem nauczycielskim i doświadczeniem zawodowym, a z drugiej strony nastoletni człowiek, który w sposób oczywisty podlega ich decyzjom. (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z dnia 18 grudnia 2025 roku, sygn. akt I ACa 1375/24, npubl.)
Stanowisko Sądu Apelacyjnego – brak obowiązku używania imienia metrykalnego
Sąd odwoławczy trafnie przesądził to, o czym w tej sprawie mówiliśmy od samego początku. Nie istnieją żadne przepisy prawa, zobowiązujące nauczycieli do zwracania się do uczniów wyłącznie oficjalnymi danymi metrykalnymi. Nie bez przyczyny zatem szkoła nie potrafiła przedstawić na poparcie swojego stanowiska żadnych argumentów, a i Sąd Okręgowy nie był w stanie tej tezy obronić.
Sąd Okręgowy powoływał się oddalając powództwo na brak bezprawności i koncentrując się na działaniach, jakie podjęła szkoła by zabezpieczyć powódkę. Jednak nie dostrzegł, że nie ma w prawie polskim przepisów zakazujących – by na prośbę ucznia, choćby małoletniego – zwracać się do niego innym imieniem niż metrykalnym. […] Nie ma przepisów, które nakazywałyby nauczycielowi korzystanie wyłącznie z danych metrykalnych ucznia, bądź zakazywałyby zwracania się do uczniów innym imieniem czy choćby zdrobnieniem ich imienia. […] Absolutnie możliwość zwracania się do powódki preferowanym przez nią imieniem nie była uzależniona od przedłożenia dokumentu, choćby prawomocnego wyroku ustalającego płeć żeńską u powódki, o czym była już mowa powyżej. Żaden przepis prawa nie nakazuje tego. (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z dnia 18 grudnia 2025 roku, sygn. akt I ACa 1375/24, npubl.)
Stanowisko Sądu Apelacyjnego – obowiązek respektowania tożsamości płciowej uczniów
Sąd odwoławczy prawidłowo dostrzegł, że dla Pani Wiktorii funkcjonowanie zgodnie ze swoją tożsamością płciową było fundamentalnie istotne, a nikomu innemu nie robiło krzywdy. Nie było zatem żadnego innego, konkurencyjnego dobra prawnego, którego szkoła musiała bronić. Nikt na tej decyzji niczego nie zyskał, a powódka straciła możliwość nauki, mnóstwo zdrowia i nerwów.
Po stronie placówki, jej nauczycieli, dyrekcji brakło zrozumienia, wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka, empatii. Brakło by w sposób życzliwy rozwiązać tę trudną sytuację. Nauczyciele, a w szczególności dyrekcja placówki szkolnej – mimo pogarszającego się stanu zdrowia uczennicy – stali na straży bliżej nieokreślonych przepisów i odmawiali powódce prawa do tego by można się było do niej zwracać na lekcjach imieniem (…), co miało dla niej podstawowe, zasadnicze znaczenie, wręcz fundamentalne. Dyrekcja szkoły odczytywała postawę powódki jako wymuszającą na nich określone zachowanie, podczas gdy powódka walczyła o prawo do godności, do poszanowania jej tożsamości płciowej. […] Cała ta sytuacja wiązała się z wielkim cierpieniem powódki. Nauczyciele to widzieli, mimo to nie zmienili swojego postępowania. (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z dnia 18 grudnia 2025 roku, sygn. akt I ACa 1375/24, npubl.)
Stanowisko Sądu Apelacyjnego – naruszenie dóbr osobistych
Co również istotne, Sąd odwoławczy trafnie przesądził, że celowe tzw. misgenderowanie i deadnaming, stanowi naruszenie dóbr osobistych, zwłaszcza godności, zdrowia i prawa do prywatności. Jest to zatem zachowanie obiektywnie bezprawne i tym samym niedopuszczalne, zwłaszcza w placówkach oświatowych.
Takie zachowanie dyrekcji szkoły i znacznej części nauczycieli godziło w dobra osobiste powódki (poczucie tożsamości płciowej, godność, zdrowie), co ona odbierała jako niezmiernie krzywdzące. […] Sąd nie stawia przed placówką szkolną wymagań nierealnych, które wskazywałyby na zabezpieczenie dobra ucznia w każdym aspekcie i w każdym czasie. Lecz zwracanie się do strony powodowej imieniem (…) było dla powódki absolutnym minimum, by nie zdeptać jej godności, by nie czuła się ona wykluczona z życia klasy (np. były sytuacje podczas sprawdzania listy obecności na lekcjach, gdy w ogóle nie wyczytywano jej nazwiska, ani nawet metrykalnego imienia). Podobnie jak uporczywe nazywanie jej imieniem (…), choć prosiła by tego nie robić. […] Powódka miała prawo do należnego jej szacunku, miała prawo by nikt nie traktował jej przedmiotowo, miała wreszcie prawo do samookreślenia. Jednak szkoła jej praw nie uszanowała. Nie uwzględniła jej prośby o używanie preferowanego przez nią imienia i nieużywania imienia metrykalnego, co doprowadziło do naruszenia jej godności, o której mowa w art. 30 Konstytucji RP. (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z dnia 18 grudnia 2025 roku, sygn. akt I ACa 1375/24, npubl.)
Praktyczne znaczenie wyroku – obowiązek respektowania tożsamości płciowej uczniów
Praktyczne znaczenie omawianego wyroku jest dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, wprawdzie po latach ale jednak, Pani Wiktoria wywalczyła sprawiedliwość. Mimo wielu przykrości, których doświadczyła w toku postępowania, twardo broniła swoich przekonań. Udowodniła, że od samego początku w sporze ze szkołą to ona miała rację i ma na to prawomocny wyrok oraz publiczne, pisemne przeprosiny.
Po drugie, i za to wszyscy powinniśmy Pani Wiktorii podziękować, mamy w obrocie prawnym prawomocny wyrok, który jasno i wyraźnie przesądza, że szkoła ma obowiązek respektowania tożsamości płciowej uczniów, w szczególności musi używać preferowanego imienia oraz zaimków. Wyrok wiąże mocą autorytetu wszystkie szkoły w podobnej sytuacji i powinien wpłynąć na zmianę praktyki w tym zakresie. Jest to bowiem orzeczenie najwyższej instancji wśród sądów powszechnych, wydane w składzie trzyosobowym, z obszernym uzasadnieniem prezentującym wysoki poziom merytoryczny. Dyrektorzy szkół nie będą już mogli twierdzić, że kwestia ta jest nieuregulowana lub niejasna, jak to robili do tej pory. Tym samym omawiany wyrok może realnie poprawić dobrostan transpłciowych uczniów i uczennic w całej Polsce.

Dodaj komentarz